Ciekawe miejsca we Wrocławiu

Co kryje Dworzec Główny?

Co kryje Dworzec Główny?

Podziemne korytarze zawsze przyciągają naszą uwagę, angażując wyobraźnię. Tunele pod ziemią służą przecież przede wszystkim ukryciu, zachowaniu tajemnicy. Nie inaczej jest w wypadku historii o podziemiach wrocławskiego Dworca Głównego. To jedna z wizytówek miasta, zwłaszcza teraz, po kapitalnym remoncie, ukończonym tuż przed rozgrywkami Euro 2012. Sprawę rozstrzygnęło jednak badanie terenowe Wrocławskiego Stowarzyszenia Fortyfikacyjnego, prowadzone za zgodą dyrekcji dworca i ogłoszone w marcu 2012 roku – inwentaryzacja pomieszczeń schronu i seria odwiertów kontrolnych. Wielkich tuneli badacze nie znaleźli, a późniejsze odwierty geologiczne i rozbiórka schronu ten wniosek potwierdziły.

Przez lata wrocławianie wierzyli w legendę, w myśl której pod zabudowaniami na terenie Dworca Głównego miały mieścić się wielopiętrowe schrony i rozległe tunele, prowadzące w różne, niekiedy bardzo nawet odległe, miejsca w mieście. Krążyły nawet opowieści o tym, że pod ziemią znajdował się w pełni działający drugi dworzec, skąd pociągi odjeżdżały w kierunku Rzeszy.

Prawdą jest, że wrocławski dworzec posiada podziemia. W czasie wojny przed głównym wejściem, pod placem, powstał schron podziemny z wejściem z holu dworca i drugim od ulicy Piłsudskiego. Na tyłach dworca, przy ulicy Suchej, stoi natomiast schron naziemny, który nie łączy się z budynkiem dworca żadnym korytarzem. Trudno jednak dopatrywać się w tym istnienia jakieś większej tajemnicy. Zgodnie ze sztuką wojenną dworce kolejowe to bardzo ważne strategicznie miejsca, stąd też szczególnie narażone na ataki wroga, głównie z powietrza. Ponadto kolej ówcześnie wciąż jeszcze stanowiła główny środek transportu, zatem przez dworcowe budynki codziennie przewijała się masa ludzi. Powstanie schronów mających chronić ich życie nie jest więc niczym niezwykłym.

Prawdą jest także i to, że w schronie pod placem przed dworcem, rozebranym w znacznym stopniu podczas remontu w latach 2010–2012 i przykrytym parkingiem podziemnym, w czasie walk o Festung Breslau działał szpital polowy; wejście do schronu z dworca istnieje nadal, a jego obrys jest zaznaczony na płycie parkingu. W tym także nie ma nic dziwnego, wiele budynków użyteczności publicznej w tym czasie zamieniano na prowizoryczne szpitale.

Wyobraźnię rozpalają rzekome zalane tunele, krążą pogłoski o tym, że była to celowa robota ustępujących z miasta Niemców. O wiele bardziej prawdopodobna jest jednak wersja, według której woda do tunelu po prostu przedostała się sama. Wrocław leży na przepuszczalnych osadach Odry, a rzeka otacza miasto z wielu stron, więc poziom wód gruntowych jest tu wysoki. Właśnie dlatego, jak tłumaczy Stanisław Kolouszek z Wrocławskiego Stowarzyszenia Fortyfikacyjnego, wrocławski grunt nie nadawał się do drążenia długich korytarzy.

Od zakończenia drugiej wojny światowej minęło ponad osiemdziesiąt lat i nie musimy już dłużej żyć legendami o wielopiętrowych podziemiach, o podziemnej stacji, z której pociągi miały jeździć na Ołtaszyn, Brochów i Maślice, ani o tunelach prowadzących do Rynku, ratusza i Grand Hotelu. Badacze Wrocławskiego Stowarzyszenia Fortyfikacyjnego, którzy weszli do schronu i wykonali odwierty kontrolne, nie znaleźli śladu połączeń budynku Dworca Głównego z innymi punktami w mieście, a odnaleziony w 2024 roku niemiecki plan przyłączy nie wykazuje ani kolejnych kondygnacji, ani tuneli. Poza tym wyjście z podziemi i zadarcie głowy do góry przypomina, że – z podziemiami czy bez – wrocławski Dworzec Główny pozostaje zabytkiem wpisanym do rejestru w 1966 roku, a według Urzędu Transportu Kolejowego to właśnie tu odnotowano w 2024 roku najwyższą w Polsce wymianę pasażerską, wynoszącą 28,78 mln osób.

Co naprawdę było pod placem przed dworcem

Pod placem przed głównym wejściem do Dworca Głównego stał jeden schron podziemny typu LS-Tiefbunker, a nie zespół obiektów ani wielopiętrowe podziemie. Według inwentaryzacji Wrocławskiego Stowarzyszenia Fortyfikacyjnego, ogłoszonej w marcu 2012 roku, ściany zewnętrzne miały grubość 300 cm, a wnętrze mogło pomieścić 500 osób. Wejścia były dwa – z holu dworca i od ulicy Piłsudskiego – oba chronione wentylowanymi śluzami gazoszczelnymi.

W mowie potocznej oba obiekty przy dworcu to bunkry i pod tą nazwą krążą w opowieściach, choć dokumentacja i literatura fortyfikacyjna mówią o schronach – bunkier oznacza w niej obiekt bojowy, a te służyły ochronie ludności. Schron należał do niemieckiego programu budowy dużych schronów przeciwlotniczych, prowadzonego od 1940 roku pod nazwą Führer Luftschutz-Sofortprogramm. 1 lipca 1944 roku gauleiter Karl Hanke zdecydował o dwóch obiektach dla Wrocławia, dla których planowano pojemność 1400 osób – wykonany schron przed dworcem był blisko trzy razy mniejszy.

W czasie walk o Festung Breslau działał w schronie szpital polowy. Obiekt pozostawał potem zalany mniej więcej do 1962 roku, na początku lat 60. wyremontowano go dla obrony cywilnej, a przez kolejne lata działały w nim podziemne sklepy. W latach 2010–2012 schron rozebrano w znacznym stopniu i przykryto parkingiem podziemnym.

Pięć tuneli pod dworcem i głębokość, na jaką schodzą

Pod dworcem biegnie pięć tuneli i żaden z nich nie schodzi poniżej poziomu chodnika przy ulicach Suchej i Piłsudskiego. Według oględzin Wrocławskiego Stowarzyszenia Fortyfikacyjnego są to dwa tunele dla ruchu pasażerskiego, tunel bagażowy, tunel piwny obsługujący kioski peronowe oraz tunel pocztowy. Poniżej posadzek samego gmachu biegną jeszcze dwa równoległe, płytkie i wąskie tunele techniczne.

Badacze wykonali w schronie odwierty kontrolne w każdym podejrzanym miejscu i za każdym razem trafiali na zwykłą konstrukcję – stalowa płyta w przejściu z holu kryła połączenie wentylacji, a rzekomo zamurowane przejście w jednym ze sklepów okazało się ścianą zewnętrzną. W 2024 roku Stanisław Kolouszek odnalazł w aktach magistratu, wśród dokumentów o przyłączach wodno-kanalizacyjnych, oryginalny niemiecki plan schronu z gabarytami. „Nie ma tam kolejnych kondygnacji i tuneli podziemnych” – podsumował. Zaznacza przy tym, że to plan przyłączy, a nie plan wnętrza, i nie wyklucza, że dokument z narysowanymi pomieszczeniami kiedyś się odnajdzie.

Trzy różne obiekty, z których zrosła się legenda o zalanych tunelach

Opowieść o zalanych podziemiach dworca ma trzy realne pierwowzory, które mieszkańcy i media złożyli w jedną historię. Pierwszy to stary tunel peronowy pierwszego Dworca Kolei Górnośląskiej przy ulicy Małachowskiego, wzniesiony w latach 50. XIX wieku i w czasie wojny przerobiony na schron przeciwlotniczy. Po awarii odwodnienia pozostaje zalany i to jego wnętrze pokazano w telewizji jako „zalany schron przy dworcu”.

Drugi obiekt odsłonił remont. W styczniu 2011 roku przy ulicy Peronowej odkryto ceglany tunel wypełniony wodą, nieobecny na jakiejkolwiek mapie. „To spora sensacja” – mówił prowadzący badania archeolog Paweł Duma z firmy AKME, który ustalił następnie, że to kanał burzowy, czyli stary ciąg kanalizacyjny. Wejście zaplombowano i zalano betonem. Trzeci pierwowzór to sam schron przed dworcem, zalany mniej więcej do 1962 roku. Legenda nie powstała więc z niczego, tylko z trzech prawdziwych obiektów opowiadanych jako jeden.

Co krąży po mieście i czego w tych opowieściach nikt nie potwierdził

Wersji legendy jest kilka i każda stoi na czym innym. Do inspektoratów obrony cywilnej przez lata zgłaszali się ludzie przekonani, że pod dworcem działa podziemna stacja, z której pociągi jeżdżą na Ołtaszyn, Brochów i Maślice. Gazeta Wrocławska w maju 2026 roku spisała pozostałe wątki – trasę dla ciężarówek, kolejkę wąskotorową i tunele do koszar na Maślicach, jednostki na Ołtaszynie, Grand Hotelu oraz ratusza w Rynku. Kolouszek kwituje je zdaniem, że nikt nigdy nie pokazał ani skrawka jakiegokolwiek dowodu.

Osobno żyje historia o zalaniu podziemnego szpitala przez wycofujących się Niemców, którzy mieli odkręcić zawory od strony Odry razem z pacjentami. Niesie ją między innymi książka Joanny Lamparskiej „Tajemnice ukrytych skarbów”, a wzmocniła przytaczana przez Lecha Gołembiewskiego z urzędu wojewódzkiego relacja z lat 70. XX wieku o Niemcu, który zaoferował milicji wskazanie zaworów za wysoką nagrodę, po czym zniknął. Zaworów nikt nigdy nie wskazał, a Kolouszek odpowiada na to wprost – „pod tym obiektem po prostu żadnych realnych podziemi już nie było”.

Krąży też relacja strażaka-płetwonurka, który miał schodzić krętą klatką do zalanego schronu ze sprzętem szpitalnym; wskazywane przez niego wyłazy na placu nie prowadzą do niższych kondygnacji. Najsłabiej umocowana jest opowieść o kimś, kto zniknął w korytarzu z piwnicy starej kamienicy pod dworzec – bez adresu, daty i nazwiska.

Dworzec, który stoi nad tym wszystkim

Gmach dworca jest zabytkiem starszym od legendy o swoich podziemiach. Zaprojektował go Wilhelm Grapow, architekt królewski Kolei Górnośląskiej; fundamenty zaczęto kłaść 10 września 1855 roku, a obiekt otwarto w październiku 1857 roku. Powstał w stylu angielskiego neogotyku, z elewacją długości ponad 200 metrów i dwiema ośmiobocznymi wieżami przy wejściu głównym. Rozbudowę w latach 1899–1904 przeprowadzono według projektu Bernharda Klüschego – tory wyniesiono na estakadę, dobudowano pięć peronów, a dawną halę peronową przebudowano na hol. W wykazie wojewódzkiego konserwatora zabytków figuruje pod adresem Piłsudskiego 105 i numerem A/2782/248, z decyzją z 21 czerwca 1966 roku.

Co z podziemi można dziś zobaczyć

Z wojennych podziemi dworca nie zostało praktycznie nic dostępnego – stan na 6 września 2026 roku. Obrys dawnego schronu jest zaznaczony na płycie parkingu podziemnego, a wejście do niego z dworca istnieje, choć nie jest udostępniane. Tunele pasażerskie pod peronami działają normalnie, a bagażowy, piwny i pocztowy to zaplecze techniczne bez wstępu.

Ceglany kanał przy ulicy Peronowej zaplombowano i zalano betonem, a schron naziemny przy ulicy Suchej nie jest obiektem do zwiedzania. Inwentaryzacja z 2012 roku odnotowała przy jezdni ulicy Piłsudskiego jeden zachowany słup czerpni powietrza ze śladami ostrzału, choć pierwotnie stały tam cztery. Wejść do wrocławskiego schronu z tego samego programu budowy da się w jednym miejscu – pod placem Solnym 10a, gdzie w dawnym schronie działa prywatna galeria MovieGate prowadzona przez spółkę Arado, łącząca ekspozycję kostiumów filmowych, wątek wojenny i muzeum iluzji. Zwiedza się tam więc wystawę urządzoną w schronie, a nie sam schron jako zabytek. Stan na 6 września 2026 roku.

Secured By miniOrange